Proces beatyfikacji papieża Jana Pawła II.
Zaczne od tego, że samo pojęcie "procesu" oraz różnorakie głosy, że "nasz papież MUSI być świętym" wywołują u mnie niekontrolowane odruchy. Tak samo zreszta jak sam fakt, iż to, że ludzie, często, tacy, którzy samego papieża nawet nie znali mają nagle zadecydować czy ten człowiek zasługuje na miano świętego. Jeżeli już to sam Bóg powinien o tym zadecydować, a ogłaszanie kogoś świętym przez tę świecką, powiedziałbym nawet..firmę jaką jest Kościół uważam za kolejną okazję do zarobienia grubych milionów. Z postaci papieża zrobi się marionetkę, mages dla oszołomionych "wiernych", którzy nie małą kwotą zasilą budżet Watykanu.
Nawet mnie (nie chodzę do Kościoła od ponad 6lat i nie wierzę w tego "oficjalnego" Pana Boga) wkurwiło publikowanie publicznie osobistych listów papieża. Czy ktoś się go zapytał czy się zgadza? Czy któryś z tych mądrych publikatorów się zastanowił, czy to w ogóle jest w porządku? Ja bym nie chciał żeby cała Polska (tak, bo reszta świata podejrzewam, że za bardzo się tym nie przejmuje) czytała smsy i maile, które wysyłałem przez całe życie do mojej dziewczyny/matki/siostry/brata/przyjaciela. Nie po to kurwa się używa kopert, nie po to się pisze listy, żeby potem każdy sobie mógł przeczytać.
Ostatnio też dowiedzialem się, że znaleziono korespondencję z jakąś serdeczną przyjaciółką Wojtyły i, że tam są podobno jakieś super zwierzenia i osobiste treści, które nie podobają się panom z Watykanu. Cóż. Wychodzi na to, że żeby być swiętym nie wolno mieć przyjaciół, już na pewno nie wolno pisać do nich co się myśli.
Mnie osobiscie ciekawi, dlaczego przeszkodą w "zostaniu świętym" są listy papieża do kobiety...a nie! wiem! może dlatego, że Kościół od wieków uważa kobiety za coś niedobrego, skutecznie je dyskryminując.
Na koniec nasunęła mi się oto taka świecka myśl. Papież niezgodził się pewnego razu na to by misjonarze w Afryce rozdawali prezerwatywy. Miało to pomóc w walce z HIV. Widocznie Bóg zrobi to lepiej.
Tagi: paweł, święty, kościół, jan, jp, ii, papież, beatyfikacja
skomentuj (1)
Kto pierwszy zaprzeczy? no?
Do czego to doszlo, a raczej co to sie jeszcze nie skonczylo, ze w tym pieprzonym kraju nie mozna miec niczego swojego. Dwa dni temu mojemu przyjacielowi ktos zapierdolil rower spod budynku Wydzialu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa. Widac ewidentnie, ze nasza wlasnosc przypieta do metalowej rury nie jest bezpieczna nawet na terenie kampusu uniwersyteckiego. Ba! nawet kamera monitoringu gowno dala. W portierni budynku dowiedzilismy sie, ze kamery maja chronic budynek a nie jakies rowery, ktore zreszta tylko przypadkowo sa w polu jej widzenia. A jaka laske zrobily panie zza biurka, zeby w ogole ruszyc palcem i znalezc na tasmie moment, w ktorym rower znika. Pani kierowniczka (w sumie nie wiem czego) powiedziala cos w stylu "nie chce mi sie" i, ze "nie panu pierwszemu ukradli rower" itp. normalnie myslalem, ze ja zaraz wyjme zza tego biurka i ... . Eh, juz wiekszym zainteresowaniem i pomoca wykazala sie policja. Przynajmniej ktos wysluchal i powiedzial, ze beda dzialac. Inna sprawa, ze pol godziny zajelo znalezienie komisariatu...
Dobra, to jedno. Mnie osobiscie wkurwila jeszcze pewna firma, dla ktorej pracowalem. Do dzisiaj nie zobaczylem ani pieniedzy ani tez umowy za marzec i kwiecien 2009. Zaznacze ze dzisiaj mamy 23 maja. Od miesiaca jestem zbywany tekstami, ze musze jeszcze poczekac, albo, ze umowy wlasnie powstaja, ze dostane i tak dalej. Teraz ta "firma" wisi mi okolo 1500 zl. Facet, z ktorym mam nieprzyjemnosc wspolpracowac jest w ogole nie powazany i jak zauwazylem ma problem z samozorganizowanie siebie. Ale spoko, chuj, juz sie przyzwyczailem. W najblizszym tygodniu sprawe kieruje do sądu. Nie dam sie warszawiakom okrasc. Oczywiscie o rezultacie poinformuje.
Na koniec chetnie powiedzial bym kolejny raz "kurwa" ale nie ma to juz chyba zadnego sensu. Zyje krotko na tym swiecie ale juz zdazylem sie wiele razy przekonac jak w tym kraju wszyscy leca w kulki, kradna i oszukuja. Dobra, nie wszyscy ale na pewno co najmniej 3/4. Nie zyczej tej biedackiej Polsce zadnych sukcesow, niech sie nazwajem okradna te zawistne gnoje. Nie wierze tez w jakikolwiek rozwoj tego panstwa. Kononowicz dobrze powiedzial "Nie bedzie niczego".
Tagi: praca, polska, rower, złodziej, kradzież, oszustwo
skomentuj (0)
Co za wrdne, zakłamane, bezczelne, bezwstydne, parszywe, ..., ..., ...je! Pewnie sie zastanawiac mozna co mnie tak wkurzylo? Ano, archidjecezja poznańska. Chodzi o jedno z najlepszych poznańskich lieceów, a raczej jego siedzibę. W budynku przy Glogowskiej 92 miesci sie liceum nr VIII, a tuz obok Zespół Szkół Muzycznych. Budynki zostaly wybudowane w roku 1928. Pomysłowadca wszystkiego byl ksiadz Czesław Piotrowski, ktory chcial prowadzic tam gimnazjum. Do niego nalezala takze ziemia. W 1956 roku ruszylo liceum nr VIII. Znakomita szkola, specjalizujaca sie szczegolnie w przedmiotach scislych. Niestety, klerowi przypomnialo sie, ze w zasadzie to ich ziemia i zarzadali zwrotu od miasta ich wlasnosci! 22 marca 2007 roku wydano decyzję, która wskazuje jako właściciela budynków archidiecezję. Wszystko (nie) bylo w porzadku do czasu. Ostatnio ksieza stwierdzili, ze chca kasy za uzytkowanie nieruchomosci. Zazyczyli sobie kurwa DWÓCH MILIONÓW PLN / rocznie. Tylko od Ósemki, bo od zespołu szkol muzyczych chca MILION DWIEŚCIE TYSIĘCY. Na glowe chyba upadli, szatan ich opental! Zeby tego bylo malo te chciwe istoty zadaja jeszcze wyrownania za wczesniejsze lata (mniej wiecej od polowy lat 90'). I to ma byc wspolnota dobrych ludzi?! tak kazal jezus w biblii? To jest zycie w skromnosc?! W ogole z jakiej racji archidjecezja rosci sobie prawo do tych gruntow? Uwazam to za skandal i kompletny brak honoru i reprezentowania jakichkolwiek katolickich wartosci. Rozumiem, ze sa wlascicielami, dobra, przyznano im racje, ok, z tym tez sie nie moge zgodzic, ale niech juz bedzie. Ale do cholery DWA MILIONY?! skad panstwowa szkola ma wziac taka sume pieniedzy na dzierzawe budynku?! Niech sie kosciolek zastanowi co robi, bo jak sie moga potem dziwic, ze wiernych w kosciele brakuje na mszy niedzielnej. Ej! ludzie nie sa glupi!
Artykul na ten temat przeczytalem na epoznan.pl. Juz czytajac go wyrazalem w myslach swoje oburzenie... zjezdzam na sam dol gdzie zaczynaja sie komentarze i widze pierwszy:
Jebane klechy! I co? Wywalą te szkoły i co zrobią z tymi budynkami? Będą stały puste a wokół będzie taki sam syf jak teraz w Parku Górczyńskim który miast też kościołowi oddało!
Tagi: liceum, kościół, skandal, kler, ósemka, viii, archidjecezja
skomentuj (0)
Co lubię na onecie? To, że przynajmniej raz na miesiąc ma wybuchnąć nowa wojna. Wchodzę sobie dzisiaj na ich główną stronę i widze wielkimi literami pierwszego newsa: "Wzrost napięcia - Japonia jest gotowa zaryzykować wojnę" no to bez chwili zastanowienia klikam. Ogólnie rozchodzi się o tę satelitę komunikacyjną, która Korela Płn chce wystrzelić na orbitę w kwietniu. Jak wiadomo nie podoba się to amerykanom i innym państwom. I tu wjeżdża to co lubię najbardziej, czyli profesjonalizm onetu! Bo podają oni cytat japońskiego sekretarza rządu Takeo Kawamury. Ha! i tu jest cały błąd i manipulacja. Czytam sobie to co przetłumaczyli genialni redaktorzy:
Japonia ma zgodnie z prawem możliwość zestrzelenia wszelkich obiektów, w razie zagrożenia, że dany obiekt może spaść na jej terytorium. Priorytetem jest zapewnienie bezpieczeństwa kraju.
No pomyślałem sobie, że całkiem groźnie to brzmi i w ogóle (jak zwykle) wymowa artykułu była taka, że już w kwietniu czeka nas wojna Japonii z Koreą. Ale nie byłbym sobą, żebym nie wpisał w Operze, reuters.com. Tu jest ten sam cytat, tyle że po angielsku brzmi on trochę inaczej...
Under our law, we can intercept any object if it is falling towards Japan, including any attacks on Japan, for our safety.
Hmm...no w zasadzie gdyby tak dokładnie przypatrzeć się temu co napisał onet, to wynika z tego, że Japonia ma prawo do zestrzelenia wszystkich płatków śniegu jakie będą zimą spadać na ziemię....nie, no dobra przesadziłem, ale to co zrobił onet to poprostu bezczelne przeinaczenie. Myślałem, że takie rzeczy dzieją się tylko z wypowidziami polityków irańskich ale nie. Sądzę, że totalną głupotą byłoby, gdyby Japńczycy mieli zestrzelić tego satelitę tak sobie po prostu, tylko dlatego, że wystrzeliła go Korea. Sądzę, że Japończym chodzi, o to, że to może być coś innego i jeśli będzie to atakująca ich rakieta na przykład to ją zestrzelą... Proponuję wysłać redaktorów onet.pl na kurs angielskiego i to najlepiej przyspieszony, żeby zdąrzyli zanim się zacznie ta wojna!
Tutaj linki do źródeł:
http://wiadomosci.onet.pl/1933568,441,item.html
http://www.reuters.com/article/latestCrisis/idUSSEO163504
No i jeszcze screen żeby nie być gołosłownym.
Tak sobie myślę, ileż to ludzi potem myśli, że na serio będzie tak i jest tak jak pisze onet? Przecież nie każdy jest na tyle dociekliwy, żeby jeszcze wchodzić na reuters'a. Mam tylko nadzieję, że polskie dziennikarstwo i polskie media przestaną wreszcie spadać na dno. Jak w ogóle tak można? Gdzie ta etyka dziennikarska, gdzie szczególna dbałość o prawdę? I ja mam potem kupować gazety? Niestety nie kupuję gazet, tv oglądam rzadko, a wiadomości w Internecie poszukuję sam i rzadko w polskich mediach, bo im niestety nie można ufać.
Tagi: korea, wojna, dziennikarstwo, onet, media, japonia
skomentuj (0)
Wczoraj miałem przyjemność wybrać się z moją towarzyszką życia do kina :P Poszliśmy na lansowaną we wszystkich możliwych programach tvn, ich własną produkcję Kochaj i tańcz. Może zacznę od tego, że chcieliśmy iść w weekend, jednak przegraliśmy z marketingiem grupy iti. Sprawdziłem wszystkie sale w poznańskich kinach, niestety na niedzielny wieczór wszystkie miejsca dalej niż cztery rzędy od ekranu zostały zarezerwowane. Siadając w poniedziałkowe popołudnie w sali kinowej zastanawiałem czy ten film odpowie mi na pytanie co jest nie tak z polskim kinem. Czy to brak umiejętności reżyserów i twórców czy banalny brak mamony.
Film opowiada historię Wojtka i Hani. Ona jest początkująca dziennikarką, a on początkującym budowlańcem. Hahaha, no dobra, jest tancerzem, ale musi pomagać ojcu i bratu na rusztowaniu. Owa dziennikarka dostaje swoje pierwsze zlecenie. Ma napisać reportaż powiedzmy, że o tańcu współczenym. Tak poznaje naszego Wojtka i jak się można domyśleć w pierwszej minucie filmu, zakochują się w sobie. No, dochodzi tutaj wątek Hani ojca. Otóż całe 24 lata swojego życia była ona przekonana, iż jej tata nie żyje. Pewnego dnia, właśnie wtedy, gdy dostaje swoje pierwsze zadanie w redakcji pisma, do Polski wraca światowej sławy tanczerz, Jan Ketler. Obecne już na emeryturze, przybywa do kraju by w czasie warsztatów tanecznych, które poprowadzi, wybrać parę, która wystąpi w konkursie European Dance Show. Córka poznaje prawdę i postanawia śledzić owe warsztaty, gdzie szkoli się Wojtek. Dodam, że nasza główna bohaterka ma narzeczonego, a ich ślub ma odbyć się niebawem.
Już początkowe ujęcia przekonały mnie, że nie znajdę odpowiedzi na quest z pierwszego akapitu. Reżyserem Kochaj i Tańcz nie jest polak ;) Zadania podjął się Bruce Parramore. Niestety nie nigdy o nim nie słyszałem, a z tego co widzę na filmweb.pl to jest jego pierwszy pełnometrażowy film w karierze. Powiem szczerze, że ucieszył fakt obecności zagranicznego reżysera. Usiadłem więc wygodnie, sądząc, że objerze fajny film w jakże miłym towarzystwie. Niestety, nic bardziej mylnego. Już w pierwszych minutach przypomniało mi się co mnie najbardziej w rodzimym kinie wnerwia. Wszechobecne krytporeklamy. No bo jak inaczej nazwać sceny, w których matka głównej bohaterki mówi do córki: No przecież wiesz jak teraz wszyscy szaleją na punkcie tańca z gwiazdami. W tym momencie powiem szczerze, zaśmiałem się. Tym głośniej kiedy bohaterka sięgnęła po pilota tv i włączyła tvn24...
Sama fabuła filmu jest ciekawa, choć przewidywalna do bólu. Problemem nie jest historia przedstawiona w filmie. Nie jest nią także tytułowy taniec, który ratuje i podciąga noty obrazu. Przyznaję, że te sceny oglądało mi się bardzo przyjemnie. Odpowiednio dobrano także muzykę, co także zasługuje na duży plus, bowiem uwaga, uwaga... występują tutaj zagraniczne piosenki! :D Na plus zaliczam także ładne aktorki drugoplanowe, a w zasadzie statystki ;) Bardzo fajna jest także lokalizacja owej szkoły tańca. Jest to stary dom, rezydencja z wielkimi pokojami, drewnianą, skrzypiąca podłogą i wielkimi oknami. Na tym w zasadzie kończą się zalety.
Pierwszym rażącym i niedopuszczalnym według mnie błędem jest fakt, iż w owej szkole nikt się niczego nie uczy. Tancerze umieją już na wejściu zatańczyć wszystko, nie robią żadnych błędów. Wszystko wykonują poprostu perfekcyjnie. Rola naszego trenera ogranicza się do...w sumie to patrzenia jak tańczą uczestnicy. Po za tym, nie ma w tej szkole kompletnie żadnej, żadnej rywalizacji między parami teoretycznie walczącymi o występ w europejskim konkursie tanecznym. Co więcej, nie poznajemy nawet imion pozostałych tancerzy, nie znamy ich twarzy, postaci. Po za partnerką Wojtka, Sylwią. Ta para dziwnym trafem okazuje się najlepsza, mimo, że robi dokładnie to samo co reszta. A nawet nie, bo Wojtek większość zajęć opuścił (pomagał ojcu okładać budynek redakcji Hani pisma styropianem). Dalej, wcale nie jest lepiej. Zwycięska para udaję się na wspomniany konkurs. Niestety nie pokazano też prawie żadnych przygotowań do występu na nim. Kilka dosłownie ujęć nie pokazuje nawet tego tańca, który ostatecznie wykonali. Show prowadzi oczywiście Oliver Janiak (Co za tydzień w każdą niedziele w tvn :P).
Naprawdę ładne sceny taneczne przeplatane są wątkiem miłosnym Hani i Wojtka. Tutaj należą się ciepłe słowa. Co tu dużo mówić, miło się to ogląda, pojawiają się typowe sceny z komedii romantycznych. Uh, oh, ah, ale na szczęście nie do obrzygania :) Niestety pojawia się tu postać narzeczonego Hani, Sławka który zachowuje się jak kompletna ciota. Nie będę się nad tym rozwodził, powiem tylko, że obie te postaci pasują siebie jak pięść do nosa. O wiele lepiej byłoby wywalić tego faceta, a czas zmarnowany na wątek ślubu, przeznaczyć na szczegółowe wydrzenia w szkole tańca. Ha! No ale wówczas, nie dałoby rady wpleść kolejnej reklamy. Niedoszły mąż wybiera się bowiem do jubilera, po obrączki. Oczywiście nie można było nakręcić normalnej sceny u jubilera jak to się robi, w amerykańskich czy jakichkolwiek innych produkcjach. Trzebabyło widzowi w kinie wypierdolić na pół ekranu logo APART. Tak samo zresztą kiedy Hania spostrzega, że ubiera się jak babcia. Postanawia zmienić styl. Idzie sobie ulicą, aż tu nagle widzi wielki sklep a nad wejściem wielki szyld RESERVED. Od tego momentu w filmie wygląda naprawdę, tak 10x atrakcyjniej.
O kurcze, gdzie to ja skończyłem...? Aha, no więc jest wielki konkurs, Wojtek wytańczył swoje, zgarnął prawie same dziesiątki (sposób ocen jak w Tańcu z gwiazadami hahaha). Niestety nigdy nie dowiemy się czy wygrał, bo 40minut przed końcem show, rzuca to w cholere, wsiada w autobus i jedzie na ślub Hani i Sławka. Chce uratować związek z dziennikarką. Jak to w komediach romantycznych bywa, tuż przed happy endem, coś sie między kochankami psuje, ale w ostatnich pięciu minutach, bohaterowie w romantyczny i cudowny sposób wracają do siebie i żyją długo i szczęśliwie. Tutaj akurat, Hania nie raczyła poinformować Wojtka, że ma narzeczonego po tym jak się całą noc bawili razem najpierw w klubie, a potem tańczyli i całowali się na dachu jego mieszkania ;)
Na koniec poznęcam się jeszcze nad twórcami :D Zacznę od tego, że Wojtek wszystkie ćwiczenia wykonuje w podkoszulce (bez rękawów). Wyjątkowo obleśny i ochydny był dla mnie widok jego bujnych włosów pod pachami, posklejanych niekiedy potem, szczególnie pod koniec treningów. Już nie mówie, żeby je sobie ogolił, ale można było chociaż przyciąć...fuj! Strasznie się uśmiałem w scenie rozmowy Jana Ketlera z córką. Spotkali się w restauracji, gdzie zamówili szalrotkę. Poźniej wychodzą sobie na dwór. Ojciec idzie już z pustym talerzem, Hania swojej porcji nie jeszcze ruszyła. Nalge pyta się jej czy może się poczęstować. Bierze kęs, delektuje się nim, zamyka oczy, prawie dochodzi...i mówi mniej więcej tak: jakie to dziwne, że pojedyncze dźwięki, zapachy, czy smaki w jednej chwili przypomniają nam przszłość. moja mama robiła świetną szarlotkę... . Mogę jeszcze przytoczyć kolejną reklamę, jak to Hania leżąc w łóżku czy Galę, co jest pokazane dobitnie kilka razy i widać, że specjalnie. Innym razem zakochani całują się na tle wielkiego billboradru Ery. W filmie, Jan Ketler jeździ nowym Volkswagenem Tiguanem. Dziwnym trafem, kiedy pod koniec, jego asystentka zamawia taksówkę, podjerzdża indentyczny samochód, tyle, że w innym kolorze.
Byłbym zapomniał! Należą się brawa twórcom za to, że klub, w którym odbywa się impreza to prawdziwy klub, a nie zadne pomieszczenie, ze ścian kartonowo-gipsowych gdzie jest jasno jak w hipermarkecie i cicho jak w kościele. Ponadto fajnie pracuje także kamera, jest dynamiczna i bardzo ruchliwa. Film wygląda chwilami jak amerykański teledysk i to trzeba dopisać do listy zalet. Ale! (żeby nie było za wesoło) w wielu miejscach przez właśnie takie a nie inne ruchy kamery, obraz jest niewyraźny, twarze statystów są często rozmazane. To irytuje.
Kochaj i tańcz to z całą pewnością polska wersja Step up. Fabuła filmu jest przewidywalna, prosta i schematyczna. Kończy się jak to komedia romantyczna szczęśliwie. Nie można traktować, tego jako zarzutu, bo przecież właśnie o to w tym gatunku chodzi. Na pochwałę zasługuje sama muzyka oraz taniec, choć czuć niestety jego niedosyt. Nie podobały mi się na pewno reklamy sponsorów, błędy czy też niedociągnięca fabularne, oraz bezsensowny wątek ślubu głównej bohaterki. Nie żałuję wydach 13pln chociaż nie ukrywam, że spodziewałem się czegoś lepszego. Jak oceniam całość? Na pewno powyżej średniej krajowej kinematografii, lecz do Europy i Ameryki jeszcze nam brakuje.
Tagi: film, recenzja, tvn, kochaj i tańcz, polskie kino
skomentuj (2)